Piszą o nas
20-12-2007
Pieski żywot


Gdyby rzeczywiście zwierzęta w wigilijną noc mówiły ludzkim głosem, to w tym miejscu moglibyśmy usłyszeć niejedną dramatyczną, wstrząsającą historię, a prawie każda z nich byłaby o tym, jak nieludzcy potrafią być ludzie. Zarazem byłoby też o tym, jak ludzie potrafią być wspaniali. To tylko pozorna sprzeczność.

Jest niedzielne przedpołudnie. Na peryferiach Gaju, wzdłuż nowego betonowego płotu parkują kolejne samochody. Wysiadający z nich ludzie znikają za furtką zza której słychać szczekanie psów. Za bramą ponad czterdzieści zwierząt – opuszczonych, porzuconych, wyrzuconych. Wszystkie trafiły tu dlatego, że człowiek nie zdał egzaminu z człowieczeństwa.

Kiedy znajdziemy się za bramą, kiedy podejdziemy bliżej do kojców w których są psy, będziemy mogli z bliska zobaczyć co znaczy rozpacz i jak wygląda nadzieja malująca się w psich ślepiach – nadzieja, że może ten człowiek, który podchodzi do siatki kojca weźmie mnie pod swój dach. Zwierzęta, każde na swój sposób, próbują zwrócić na siebie uwagę – wtykają nosy w kratkę siatki, wskakują na budy, by zaraz z nich zeskoczyć, merdają ogonami i patrzą. Jak patrzą...

Lepszy człowiek

O sytuacji jaka panuje w schronisku w Gaju pisaliśmy na łamach Tygodnia wiele razy. Informowaliśmy o fatalnych warunkach panujących w przytulisku, o przetargach wyłaniających zarządców, które musiały budzić co najmniej wątpliwości – jednym słowem o złych rzeczach. Przez długi czas zarówno te publikacje, jak i interwencje osób wrażliwych na losy zwierząt nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Jednak na szczęście nic nie trwa wiecznie i w końcu nadszedł lepszy czas dla schroniska i przede wszystkim dla jego podopiecznych. Jak zwykle za sprawą człowieka. Lepszego człowieka, lepszych ludzi.

Wszystko się zmienia

- W bieżącym roku w Międzygminnym Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Gaju nastąpiło wiele istotnych zmian, które przyczyniły się do poprawy warunków zwierząt tam przebywających. Z środków przeznaczonych w tym roku na schronisko gmina Śrem zleciła wykonanie 10 nowych kojców dla psów, wyremontowane zostały i zadaszone stare kojce na zewnątrz budynku. Wnętrze budynku, przy którym znajdują się kojce zostało wyremontowane i przystosowane na potrzeby magazynowe, natomiast jedno z pomieszczeń przeznaczono dla szczeniąt. Wykonane zostały także prace wokół schroniska, wśród których należy wymienić wykonanie i montaż ogrodzenia wokół schroniska i wyrównanie terenu. Prace te zostały ufundowane i wykonane przez osoby i firmy prywatne. Na potrzeby schroniska gmina Śrem zleciła wykonanie nasadzeń drzew oraz wykonanie 4 kompletów mebli ogrodowych. Zakupiony został także sprzęt służący do utrzymania czystości (wiadra, łopaty, grabie, szczotki itp.), do ogrzewania pomieszczenia dla szczeniąt (grzejniki, wykładzina), oraz inne materiały (obroże, smycze, garnki do przygotowania posiłków) potrzebne do właściwego funkcjonowania schroniska – brzmi notatka zamieszczona na stronach internetowych gminy.

Zawarte w tej informacji (wytłuszczone) zadanie mówi o ludziach, którzy obok gminy stoją za opisywanymi zmianami.

Patrycja i inni

W bramie pojawia się szczupła dziewczyna, nastolatka. W jednej ręce dźwiga torbę suchego chleba, w drugiej wielki wór karmy dla psów. Patrycja – wolontariuszka, od kilku miesięcy regularnie odwiedza schronisko, a raczej jego podopiecznych. Wprawdzie w domu ma dwa własne psy, jednak jak mówi, tak bardzo kocha zwierzęta, że nie może pozostawać obojętna na los tych, które są w Gaju. Patrycja jak tylko może, przywozi jedzenie dla zwierzaków, jednak dużo ważniejsze jest co innego. Przywozi serce – wyprowadzi psy na spacer, pogada z nimi, pogłaszcze, a to dla czworonogów jest bodaj ważniejsze od karmy.

Wolontariuszy takich jak Patrycja jest więcej. Są młodzi i wrażliwi. Poświęcają swój czas, często swoje kieszonkowe, by tylko na miarę możliwości ulżyć „swoim psom”. W ten sposób pokazują zwierzętom inne, lepsze oblicze człowieka.

Doktor Lucy i pan Kajetan

Radykalne zmiany w schronisku nie byłyby możliwe bez zaangażowania ludzi, którym los nieszczęśliwych zwierząt nie jest obojętny. – Przez długi czas pomagałam schronisku, chociaż go nie odwiedzałam. Kiedy przyjechałam na miejsce byłam przerażona – mówi Ludwika Własińska, która nawet dziś, po kilku miesiącach nie może spokojnie mówić o losie jaki spotykał zwierzęta ze schroniska pod rządami wyłonionego w drodze przetargu przedsiębiorcy, który zajmował, a może raczej należałoby powiedzieć, powinien się zajmować psami. To właśnie wtedy zapadło postanowienie, że tak dalej być nie może. W ekspresowym tempie powołana została fundacja, której jednym z najważniejszych celów jest zajęcie się schroniskiem. Nieformalnie fundacja pełni swą rolę od kilu miesięcy. Formalnie przejmie pieczę nad schroniskiem za kilkanaście dni. To bodaj najlepsza z możliwych wieści dla podopiecznych czworonogów, bo jednego mogą być pewne – znajdą się pod opieką ludzi, którzy kochają zwierzęta.

Jedną z takich osób jest niewątpliwie „pan Kajetan” – tak mówią o nim wolontariusze. Pan Kajetan – Kajetan Warzecha, jest właściwie w schronisku codziennie. Jak sam mówi, żeby dopilnować by czworonogom nie działa się krzywda, a poza tym, żeby pracować nad nimi. Ta praca, to wyprowadzenie większych psów na spacery i przywracania tym zwierzętom wiary w to, że człowiek może być dobry. – Tu mam pomoc naukową – Kajetan Warzecha uśmiecha się wyjmując z kieszeni dwie parówki.

- To jest dopiero część tego co zamierzamy tutaj zrobić. Chciałabym na przykład, żeby w schronisku była prowadzona działalność edukacyjna, żeby młodzież przyjeżdżała na lekcje biologii, a może bardziej na lekcje miłości – mówi Ludwika Własińska i roztacza wizję tego, jak będzie wyglądało schronisko. Widząc zaangażowanie krzątających się ludzi można być pewnym, że tak może być.

Każdy może pomóc

Żeby jednak stało się tak, jak to sobie wymarzyli wszyscy ci, którzy dziś zajmują się schroniskiem i jego podopiecznymi potrzebna jest pomoc. Pomoc ludzi, którym także nie są obojętne losy biednych zwierząt. Pomagać można na różne sposoby. Można, jeśli kogoś na to stać, kupić co jakiś czas worek karmy i przywieźć do Gaju. Można, o to apeluje „pan Kajetan”, pomóc wolontariuszom, którzy mieszkając w Śremie mają często kłopoty z dostaniem się do Gaju. – Wystarczy skontaktować się z nami, umówić się i ich przywieźć. A jeśli przy okazji dorosła osoba znalazłaby trochę czasu i zechciała wyprowadzić większe psy na spacer, byłoby wspaniale – dodaje „dobry duch” schroniska.

Już niedługo będzie także możliwa wirtualna adopcja zwierząt. Będzie to polegało na tym, że nie wychodząc z domu będzie można roztoczyć opiekę nad wybranym zwierzakiem, wpłacając regularnie pieniądze na jego utrzymanie.

Możliwych form pomocy jest wiele. Każdy kto zechciałby ją nieść powinien zacząć od odwiedzenia stron internetowych schroniska: www.gaj.schronisko.net

W Gaju wszystko się zmienia. Może zatem, kiedy w wigilijną noc zwierzęta zaczną mówić ludzkim głosem, będzie można usłyszeć nie tylko opowieści o złych, okrutnych ludziach, ale także o takich, którzy nie zatracili serc w czasach wszechogarniającej bezduszności.



Andrzej Sztyler